Przejdź do głównych treściPrzejdź do głównego menu
wtorek, 8 września 2026 08:59
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Wielka afera Zondacrypto i polityka. Miliony, zatrzymania i tajemnicze zaginięcie twórcy giełdy

Zwykłe kłopoty techniczne i zablokowane wypłaty klientów giełdy kryptowalut przeobraziły się w jedno z największych śledztw gospodarczych w historii Polski. W tle sprawy Zondacrypto pojawiają się wielomilionowe przelewy, aresztowania zorganizowanej grupy przestępczej, tajemnicze zniknięcie założyciela oraz cień rzucany na czołowych polityków. Zobacz, jak nitka po nitce śledczy rozplątują sieć układów.
Wielka afera Zondacrypto i polityka. Miliony, zatrzymania i tajemnicze zaginięcie twórcy giełdy
Czy pieniądze z branży krypto płynęły bezpośrednio do fundacji powiązanych z politykami w zamian za parasol ochronny? Zatrzymanie Romana Ż., status małego świadka koronnego dla dotychczasowej twarzy giełdy i połączenie sprawy ze zniknięciem Sylwestra Suszka nadają aferze Zondacrypto zupełnie nowy wymiar.

Autor: Canva

Zaczęło się od problemów klientów Zondacrypto z wypłatą pieniędzy. Dziś są zatrzymania, milionowe transfery, politycy i zaginięcie twórcy BitBaya.

W poniedziałek (7 września) późnym wieczorem – podało RMF24 – Waldemar Żurek poinformował w mediach społecznościowych, że sąd uwzględnił wniosek prokuratury o tymczasowe aresztowanie Romana Ż. Mężczyzna usłyszał dwa poważne zarzuty.

Jeszcze kilka miesięcy temu sprawa Zondacrypto wyglądała przede wszystkim na gigantyczny problem klientów giełdy kryptowalut, którzy nie mogli odzyskać swoich pieniędzy. Dziś jest to jedno z najbardziej rozbudowanych śledztw gospodarczych w Polsce. 

Pojawiają się w nim zarzuty dotyczące zorganizowanej grupy przestępczej, milionowe transfery, zaginięcie współtwórcy giełdy, a także pieniądze przekazywane ludziom i organizacjom ze świata polityki.

Sąd zgodził się na areszt tymczasowy

Śledztwo wyraźnie przyspieszyło. Najnowszym podejrzanym jest Roman Ż., wieloletni wspólnik zaginionego Sylwestra Suszka i jedna z osób związanych z początkami BitBaya, z którego wyrosło późniejsze Zondacrypto. Został zatrzymany 5 września. Prokuratura informowała o obawie jego ucieczki, a śledczy podczas przeszukań zabezpieczyli wartościowe przedmioty i dokumentację dotyczącą działalności giełdy.

Roman Ż. usłyszał on dwa zarzuty, w tym udziału w zorganizowanej grupie przestępczej. Śledczy wiążą go m.in. z oszustwami komputerowymi, które miały spowodować szkody użytkowników giełdy w wysokości co najmniej 7,8 mln zł. Podejrzany nie przyznał się do winy i składał obszerne wyjaśnienia. 

Sąd Rejonowy Katowice Wschód przychylił się jednak do wniosku prokuratury i wyraził zgodę na tymczasowe aresztowanie Romana Ż.

Zatrzymanie za zatrzymaniem

Roman Ż. nie jest jedyny. 2 września zatrzymano Annę P., Jaromirę W. i Rafała Z. Zarzuty pokazują, jak daleko sięga już postępowanie.

Prokuratura twierdzi m.in., że działała zorganizowana grupa mająca przejąć składniki majątku Sylwestra Suszka. Wśród badanych operacji znalazło się prawie 8 mln euro przelanych z rachunku operatora Zondacrypto na zakup nieruchomości we Francji. Jest również zarzut prania 7,5 mln zł oraz przywłaszczenia 1,7 mln zł.

Anna P. jest dodatkowo podejrzana o utrudnianie postępowania dotyczącego zaginięcia Suszka. Według śledczych miała zdemontować i zabrać dysk rejestratora monitoringu ze stacji paliw oraz nakłaniać do składania fałszywych zeznań. Wszyscy troje nie przyznali się do zarzutów.

Wcześniej zarzuty usłyszał również prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego Radosław P. Prokuratura bada m.in., czy powoływał się na wpływy w Urzędzie Ochrony Konkurencji i Konsumentów w związku z postępowaniem dotyczącym Zondacrypto.

2 września śledczy weszli zarówno do siedziby PKOl, jak i UOKiK. Zabezpieczali dokumenty mogące stanowić dowody.

Wszystko zaczęło się od BitBaya

Żeby zrozumieć skalę obecnej afery, trzeba cofnąć się o kilkanaście lat.

BitBay powstał w 2014 roku i wyrósł na jedną z największych giełd kryptowalut wywodzących się z Polski. Jedną z kluczowych postaci przedsięwzięcia był Sylwester Suszek. Później działalność przeniesiono za granicę, a BitBay przekształcił się w Zondę, następnie Zondacrypto.

10 marca 2022 roku Suszek zaginął. Do dziś go nie odnaleziono.

To już nie jest jednak poboczny wątek historii giełdy. 30 lipca 2026 roku prokuratura połączyła śledztwo dotyczące Zondacrypto z postępowaniem związanym z zaginięciem Suszka. Według śledczych między sprawami istnieje związek. Badane są również okoliczności powstania i działalności BitBaya, ponieważ mogą pomóc wyjaśnić, co stało się z zaginionym twórcą BitBaya.

Samo śledztwo dotyczące problemów Zondacrypto rozpoczęło się 17 kwietnia 2026 roku. Kolejne miesiące przyniosły następne postępowania, przeszukania i zatrzymania. Prokuratura oficjalnie mówi już o „istotnym przełomie”.

Kral współpracuje ze śledczymi

Jedną z najważniejszych postaci całej historii jest Przemysław Kral, który po odejściu Suszka stał się twarzą Zondacrypto.

Według ustaleń TVP Info Kral uzyskał status tzw. małego świadka koronnego i zaczął współpracować z prokuraturą. Inne media informowały o negocjacjach dotyczących warunków jego współpracy. Sama prokuratura nie ujawnia szczegółów, zasłaniając się dobrem śledztwa.

To, co Kral mówi śledczym, jest szczególnie interesujące z jednego powodu. W historii Zondacrypto pojawiają się nazwiska znanych polityków.

450 tys. zł dla fundacji Ziobry

Najbardziej kłopotliwy politycznie jest obecnie wątek Zbigniewa Ziobry.

Nie chodzi już tylko o wzajemne oskarżenia polityków. Były minister sprawiedliwości potwierdził, że związana z nim fundacja otrzymała od Przemysława Krala łącznie 450 tys. zł. Ziobro przyznał, że przyjęcie tych pieniędzy było błędem.

Według ustaleń Wirtualnej Polski i TVN24 to Ziobro miał wcześniej zwrócić się do Krala w sprawie finansowania. Pieniądze zostały przekazane w kilku transzach.

Problem jest znacznie poważniejszy niż sama darowizna.

Kral przedstawia bowiem śledczym własną wersję celu, w jakim pieniądze zostały przekazane. Według jego relacji miały być związane z oczekiwaniem pomocy w sprawach dotyczących jego biznesu. Ziobro zdecydowanie odrzuca taką interpretację i przekonuje, że była to legalna darowizna na działalność fundacji.

Sprawa nabrała dodatkowego ciężaru po wystąpieniu Donalda Tuska w Sejmie. Premier, powołując się na materiał ze śledztwa, mówił o zeznaniach dotyczących 2 mln zł, które miały zostać zapłacone za rozwiązanie problemów prawnych Krala. W tym kontekście pojawiło się również nazwisko Patrycji Koteckiej, prywatnie żony Ziobry.

Na tym etapie są to informacje pochodzące z zeznań i publicznej relacji premiera, a nie fakty potwierdzone prawomocnym wyrokiem sądu. Ziobro zaprzecza, by uczestniczył w takim procederze, i oskarża obecną władzę o wykorzystywanie śledztwa do walki politycznej.

Ziobro przyznaje: popełniłem błąd

Dla byłego ministra sprawiedliwości szczególnie niewygodne jest jednak to, że sam nie kwestionuje przyjęcia 450 tys. zł.

– Popełniłem błąd, biorąc od Krala darowiznę – przyznał w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”.

Sprawa wywołuje napięcia nawet po prawej stronie sceny politycznej. Mateusz Morawiecki stwierdził, że od Krala nikt nie powinien był przyjmować pieniędzy i że Ziobro powinien się z tego wytłumaczyć.

Najważniejsze pytanie dla śledczych jest jednak inne: czy pieniądze były wyłącznie darowizną, czy towarzyszyło im oczekiwanie konkretnych działań ze strony osób mających wpływy polityczne? 

Odpowiedź na to pytanie może przesądzić o znaczeniu całego politycznego wątku afery.

Lista politycznych powiązań jest dłuższa

Ziobro nie jest jedynym nazwiskiem pojawiającym się w postępowaniu.

Prokuratura Krajowa oficjalnie poinformowała, że weryfikuje możliwość popełnienia przestępstw w związku z finansowaniem przez Zondacrypto fundacji Ziobry, ale również fundacji Przemysława Wiplera i osób z nim współpracujących przy pracach legislacyjnych dotyczących rynku kryptowalut.

Śledczy sprawdzają ponadto finansowanie Telewizji Republika i jej prezesa Tomasza Sakiewicza, konferencji CPAC, ewentualną korzyść majątkową dla prezesa PKOl Radosława Piesiewicza oraz działania osób pomagających zbiegłemu byłemu wiceministrowi sprawiedliwości Marcinowi Romanowskiemu.

To rozróżnienie jest istotne: sam fakt, że nazwisko lub instytucja pojawia się w śledztwie, nie oznacza stwierdzenia przestępstwa. Prokuratura dopiero weryfikuje część tych informacji.

Z giełdy kryptowalut zrobiła się wielka afera

Dlatego Zondacrypto trudno już sprowadzać do historii klientów, którzy stracili dostęp do swoich pieniędzy.

Śledczy badają dziś jednocześnie działalność giełdy i jej poprzednika BitBay, zaginięcie Sylwestra Suszka, podejrzenia działania zorganizowanej grupy przestępczej, wielomilionowe transfery i przepływy pieniędzy do świata polityki.

Prokuratura zabezpiecza dokumentację, dane cyfrowe i majątek. Przesłuchuje świadków i podejrzanych. W ciągu kilku dni doszło do kolejnych zatrzymań.

A Roman Ż. – człowiek związany z historią giełdy od jej początków – właśnie trafił do aresztu.

To oznacza, że historia Zondacrypto nie zmierza jeszcze do finału. Śledczy dopiero próbują odtworzyć sieć ludzi, pieniędzy i interesów, która przez lata wyrosła wokół BitBaya i Zondacrypto.

PiS zawiadamia prokuraturę w sprawie Donalda Tuska

Tymczasem PiS złożyło zawiadomienie do prokuratury w sprawie premiera Donalda Tuska. Chodzi o ujawnienie z mównicy sejmowej fragmentów zeznań z prowadzonego śledztwa dotyczącego Zondacrypto.

Przed głosowaniem nad prezydenckim wetem do ustawy o rynku kryptoaktywów Tusk przytoczył zeznania świadka dotyczące m.in. Zbigniewa Ziobry. Z relacji przedstawionej przez premiera wynikało, że Ziobro miał obiecywać pomoc w problemach prawnych, gdy wróci do Ministerstwa Sprawiedliwości. Świadek miał również zeznać, że uzgodniono przekazanie łącznie 2 mln zł za pośrednictwem fundacji związanej z Ziobrą, z czego wypłacono 500 tys. zł.

Poseł PiS Michał Woś przekonuje, że premier nie miał prawa publicznie ujawniać materiałów ze śledztwa. Zawiadomienie dotyczy podejrzenia popełnienia przestępstwa przez Tuska oraz osoby z nim współdziałające.

Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek broni decyzji o ujawnieniu informacji. Tłumaczy, że pozwala na to interes publiczny, część etapów śledztwa została już zakończona, a ujawnienie materiałów nie zagraża postępowaniu. 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

klasyk 08.09.2026 08:50
A zaczynało się jak zawsze od zwykłych "przerw technicznych" na stronie... Klasyk!

oczywista oczywistość 08.09.2026 08:46
PiS jest sklejone z ta aferą. Zwłaszcza zastępca Kaczyńskiego - Ziobro.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Mrówka
Reklama
Reklama
Reklama