Składali przysięgę, by ratować ludzi, a potraktowali nas jak śmieci – skarży się mama dwulatka
- Przyjechałam wraz z mężem i 2-letnim synem, który miał prawie 40 stopni gorączki w nocy, 21 lipca do przychodni X [nazwa przychodni do wiadomości redakcji] w Gryfinie. Drzwi przychodni były zamknięte, a na nich jakieś kartki, w tym jedna o treści: „Dzwonek zepsuty, proszę pukać", więc zapukaliśmy. W najgorszych snach nie spodziewaliśmy się tego, co stało się później… – opowiada nam mama dwulatka. Jednak administracja opisywanej przychodni w Gryfinie twierdzi, że żadna skarga dotycząca okoliczności opisywanego zdarzenia nie wpłynęła, więc w tej sytuacji nie jest w stanie merytorycznie się do niej odnieść.
25.07.2016 15:19
78