Przejdź do głównych treściPrzejdź do głównego menu
środa, 2 września 2026 00:15
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Kryzys na polskich uczelniach. Dlaczego co piąty student nie rozumie czytanego tekstu

Polska edukacja wyższa zderzyła się ze ścianą. Analiza „The Economist” pokazuje alarmujące braki: co piąty żak ma krytycznie niskie kompetencje językowe, a 15 procent leży na łopatkach z matematyki. Kto za to odpowiada? Szkoły średnie uczące pod testy, czy same uczelnie goniące za kasą z dotacji za liczbę studentów?
Kryzys na polskich uczelniach. Dlaczego co piąty student nie rozumie czytanego tekstu
Matura zdana, indeks zdobyty, ale samodzielne myślenie zostało w tyle. Najnowsze statystyki OECD pokazują, że polscy studenci masowo oblewają test z dorosłości, nie radząc sobie z prostą pracą z tekstem.

Autor: Canva

Źródło: Canva

Co piąty polski student ma problem z podstawową pracą z tekstem. Dane OECD bolą, ale najważniejsze pytanie brzmi: gdzie system zawiódł?

To nie jest wygodna informacja ani dla uczelni, szkół średnich, ani dla państwa. Na podstawie analizy „The Economist” przygotowanej w oparciu o badanie OECD, aż 20 proc. polskich studentów szkół wyższych ma umiejętności czytania i pisania na poziomie porównywanym do 10-latków. Kolejne 15 proc. ma mieć podobnie niskie kompetencje matematyczne.

Brzmi brutalnie, ale problem nie polega wyłącznie na tym, że takie dane są dla Polski kompromitujące. Ważniejsze jest to, że potwierdzają coś, o czym wielu nauczycieli akademickich mówi od dawna: na uczelnie trafiają osoby, które formalnie zdały maturę i dostały się na studia, ale nie zawsze są przygotowane do samodzielnej pracy intelektualnej.

Co znaczy „poziom 10-latka”?

Warto uważać na samo sformułowanie „poziom 10-latka”, bo łatwo zamienić je w krzykliwy nagłówek. Nie chodzi o to, że studenci nie potrafią czytać. Chodzi o poziom kompetencji mierzonych w badaniu umiejętności dorosłych OECD: rozumienie tekstu, wyszukiwanie informacji, praca z danymi, podstawowe liczenie i rozwiązywanie prostych problemów.

W praktyce oznacza to, że część osób może radzić sobie z krótkimi, prostymi tekstami i jednoznacznymi poleceniami, ale ma problem wtedy, gdy trzeba połączyć fakty, wyciągnąć wniosek albo samodzielnie przeanalizować dłuższy materiał. A przecież studia powinny uczyć właśnie tego: krytycznego myślenia, pracy ze źródłami i argumentowania.

Polska wypada źle, ale bez uproszczeń

Według informacji opisanych przez Next.Gazeta.pl Polska ma wypadać szczególnie słabo w zakresie czytania i pisania. Wśród analizowanych krajów ma mieć najwyższy odsetek studentów z tak niskimi kompetencjami. W matematyce sytuacja również jest niepokojąca – Polska znalazła się wśród państw z najwyższym odsetkiem studentów o bardzo niskich umiejętnościach liczbowych.

Trzeba jednak dodać istotne zastrzeżenie: OECD przy wynikach Polski zaznacza, że należy interpretować je ostrożniej niż dane z wielu innych krajów. Nie unieważnia to problemu, ale każe unikać prostych, sensacyjnych wniosków.

Dane są alarmujące, ale nie powinny służyć do wyśmiewania studentów. Powinny raczej uruchomić poważną rozmowę o tym, co dzieje się wcześniej – w szkołach podstawowych, średnich, na maturze i podczas rekrutacji na studia.

Matura otwiera drzwi, ale czy przygotowuje?

Jedna z najczęściej stawianych tez brzmi: na uczelnie trafia zbyt wiele osób, które nie są do tego przygotowane. Problemem nie musi być sama liczba studentów, ale to, czy system potrafi uczciwie ocenić, kto rzeczywiście jest gotowy do studiowania.

W Polsce przez lata studia przedstawiano jako naturalną drogę awansu społecznego. Dyplom miał dawać lepszą pracę, wyższe zarobki i większe możliwości. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy sam fakt pójścia na studia staje się ważniejszy niż pytanie, czy szkoła średnia dała uczniowi narzędzia potrzebne na uczelni.

Matura dla większości uczniów jest dziś osiągalna. Nie odpowiada jednak na pytanie, czy rzeczywiście potwierdza gotowość do samodzielnej nauki, czy raczej pozwala przejść do kolejnego etapu bez pełnej diagnozy braków.

Uczelnie też są częścią problemu

Nie można całej odpowiedzialności zrzucić na szkoły. Uczelnie również uczestniczą w tym systemie. Wiele z nich potrzebuje studentów, bo za studentem idą pieniądze, etaty, kierunki i prestiż. Im mniej kandydatów, tym większa presja, by obniżać wymagania albo przymykać oko na braki.

W efekcie student trafia na uczelnię, ale szybko orientuje się, że nie daje rady. Wykładowca widzi, że musi obniżać poziom albo nadrabiać rzeczy, które powinny być opanowane wcześniej. Uczelnia z jednej strony chce utrzymać jakość, z drugiej nie chce tracić studentów.

Tak powstaje błędne koło. Studenci czują się zagubieni, wykładowcy przeciążeni, a dyplom powoli traci znaczenie.

Winny Internet? To za proste

W debacie pojawiają się różne wyjaśnienia: pandemia, nauka zdalna, media społecznościowe, krótkie treści, spadek czytelnictwa czy sztuczna inteligencja, która pozwala przechodzić przez część zadań bez realnego wysiłku. Każdy z tych czynników może mieć znaczenie.

Ale najłatwiej byłoby powiedzieć: to wina telefonów, TikToka i ChatGPT. Tyle że to zbyt prosta odpowiedź. Młodzi ludzie w innych krajach też korzystają z mediów społecznościowych i sztucznej inteligencji. Jeśli Polska wypada gorzej, trzeba zapytać, co w naszym systemie edukacji nie działa.

Czy szkoła uczy czytać ze zrozumieniem, czy tylko rozwiązywać testy? Czy uczeń pisze samodzielne teksty, czy głównie wypełnia schematy? Czy matematyka pomaga rozumieć świat, czy jest serią zadań „pod klucz”? I czy uczelnie mają odwagę powiedzieć, że nie każdy kandydat jest gotowy na studia?


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

A. Żmijewski 12.07.2026 21:16
Zasadniczo to dzisiejsze wykształciuchy pyr pyr nawet nie potrafią się czytelnie podpisać. Sztuka kaligrafi zeszła na psy bo pisanie potrzebuje wprawy a dziś zamiast pisać robi się kopiuj wklej pyr pyr pyr

mar3cki 12.07.2026 16:45
niestety, studia są potrzebne, mgr jest wymagany do pracy na kasie, jest szansa, że liczyć jako tako umie.

ze Szczecina 12.07.2026 12:24
Pracuję w korpo i potwierdzam. Młodzi po studiach przychodzą na staż i potykają się na przeczytaniu ze zrozumieniem instrukcji, która ma dwie strony.

w 10 12.07.2026 10:42
Artykuł trafia w sedno z tym przelewaniem winy na TikToka czy pandemię. Młodzież na całym świecie siedzi w telefonach, a jakoś to u nas wskaźniki szorują po dnie. Problem polega na tym, że odeszliśmy od uczenia logicznego myślenia na rzecz pamięciówki. W podstawówce i liceum wałkuje się schematy, a na studiach nagle wymaga się syntezy danych i krytycznego podejścia do źródeł. Student jest zagubiony, bo nikt go tego wcześniej nie nauczył. To nie jest wina tych młodych ludzi, oni są po prostu ofiarami tego systemu.

ANONIM 12.07.2026 00:25
... sposób na kaca

Lachociąg gryfiński 11.07.2026 23:38
Ot magistry karwasz wasza Barabasza

prom 11.07.2026 22:29
I po co było tak cisnąć na te studia? Mamy pokolenie magistrów, którzy bez ChatGPT nie potrafią sklecić trzech zdań maila do promotora.

system do d,,, 11.07.2026 21:33
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że winnych szuka się wszędzie, tylko nie w systemie finansowania. Uczelnie dostają kasę „za głowę” studenta, więc logiczne, że nikt nikogo nie wyrzuci za to, że nie potrafi napisać referatu. Wykładowcy wolą przymknąć oko i postawić to 3, żeby mieć święty spokój i utrzymać etat. Dopóki system nie zacznie premiować jakości, a nie ilości, to te statystyki OECD będą tylko lecieć w dół. Szkoły średnie też nie pomagają – trzy lata tresury pod klucz maturalny, a potem zderzenie z akademicką rzeczywistością.

no 11.07.2026 21:32
No i wyszło szydło z worka. Od lat powtarzam, że matura dzisiaj to jakiś żart, a potem zdziwienie, że ludzie na studiach nie ogarniają prostego pisma z urzędu. Masakra.

mgr 11.07.2026 19:59
Colegium Tumanum pisowców zrobiło swoje.

W UB DZIADEK W UB BABKA W SB WUJEK I SASIADKA HA HA AH 11.07.2026 19:04
BO DAREK WIECZOREK BYŁ MINI STERKIEM SZKULNICTWA WYZSZEGO AH AHA H

Neno 11.07.2026 18:53
Bo liczy się głównie kasa a nie wiedza.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Mrówka
Reklama
Reklama
Reklama