Przejdź do głównych treściPrzejdź do głównego menu
środa, 2 września 2026 00:15
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Pracują dobę bez snu i kolejna zmiana. Lekarze ujawniają stawki i kulisy pracy ponad siły

Podczas gdy w dużych miastach stawki są stabilne, na prowincji braki kadrowe windują ceny do niebotycznych kwot. Czy gigantyczne pieniądze są w stanie zrekompensować lekarzom permanentne niewyspanie? Odkryj poruszające relacje medyków, którzy szczerze opowiadają o życiu w trybie „non-stop”.
Pracują dobę bez snu i kolejna zmiana. Lekarze ujawniają stawki i kulisy pracy ponad siły
„Nikt nas nie kontroluje, a sky is the limit” – mówią wprost młodzi lekarze. Aby szybko zarobić na start, biorą po kilkanaście dyżurów w miesiącu, przechodząc z jednej przychodni prosto do drugiej.

Autor: Freepik

Odnotowujemy rekordowe liczby godzin pracy, stawki dochodzące do 250 zł za godzinę i brak realnych limitów. To codzienność wielu lekarzy, którzy dorabiają do pensji na dyżurach.

Rozmowy Medonetu z lekarzami o różnym stażu pokazują, że dyżury pełnią dziś podwójną rolę. Łatają braki kadrowe w placówkach, a jednocześnie są sposobem na podniesienie dochodów. I to znaczne.

Na początku rzadko schodził poniżej 300 godz. miesięcznie

Szczególnie zaskakujące są relacje młodych medyków, którzy dopiero rozpoczynają swoją drogę zawodową. To właśnie oni najczęściej sięgają po dodatkowe zlecenia, traktując je jako naturalny element rozwoju kariery i sposób na finansowe usamodzielnienie się.

Anonimowy lekarz rodzinny wspomina, że u progu praktyki zawodowej rzadko schodził poniżej 300 godz. miesięcznie. Jego rekord to 519 godz. w ciągu miesiąca, co osiągnął w okresie dynamicznego rozwoju telemedycyny, pełniąc nocne dyżury telefoniczne. Liczba teleporad bywała różna – od kilku do zera w ciągu jednej zmiany.

Dziś ten sam medyk pracuje znacznie mniej, bo od 100 do 150 godz. w miesiącu, przygotowując się do wyjazdu za granicę. Jak zauważa, taki tryb pracy jest jednak rzadkością w środowisku. Lekarze rodzinni najczęściej mają za sobą około 250 godz. miesięcznie, a medycy szpitalni przeciętnie 200 godz.

Trzeba było pracować, to się pracowało i nie narzekało

W polskich placówkach nadal funkcjonuje model organizacji pracy, który osobom spoza branży może wydawać się trudny do zaakceptowania. Chodzi o łączenie zwykłej zmiany z całonocnym dyżurem, co w praktyce oznacza spędzenie w szpitalu doby bez przerwy.

Anonimowy specjalista anestezjologii i intensywnej terapii tłumaczy, że medyk zazwyczaj pracuje do godz. 15, a następnie zostaje na dyżurze do rana następnego dnia. W jego ocenie doświadczeni lekarze bardziej dbają o równowagę między pracą a życiem prywatnym niż rezydenci. 

– Podejście było takie, że jak trzeba było pracować, to się pracowało i nie narzekało. Zdarzały się dyżury po 48 godz., nawet dłużej. Bywało, że lekarze brali całe weekendy i dyżurowali od piątku do poniedziałku rano. Wszyscy pracowali bardzo dużo, przez cały czas byli w pracy, praca była priorytetem – wspomina okres rezydentury na łamach Medonetu.

Jeszcze więcej zastrzeżeń budzi praktyka przechodzenia po nocnej zmianie prosto do kolejnej placówki. Młody lekarz rodzinny potwierdza, że takie sytuacje są na porządku dziennym. 

– Są osoby, które po takim dyżurze idą od razu do przychodni i spędzają tam kolejnych kilka godzin – mówi. 

Pytany o konsekwencje zdrowotne odpowiada zwięźle: – Idzie się przyzwyczaić.

Zachowanie umiaru należy wśród lekarzy do wyjątków

Zbliżone doświadczenia opisuje młoda lekarka pracująca w podstawowej opiece zdrowotnej (POZ), która miała także epizod w nocnej i świątecznej opiece zdrowotnej. Sama nie należała do rekordzistów. Brała pięć-sześć dyżurów w miesiącu, ale stopniowo rezygnowała z dodatkowej pracy. 

– Obciążało mnie to psychicznie i fizycznie – przyznaje.

W jej otoczeniu zachowanie umiaru należy jednak do wyjątków. 

– Ludzie biorą po 8-10 dyżurów w miesiącu. Jeśli ktoś potrzebuje więcej pieniędzy, to w taki sposób sobie dorabia – mówi. 

Zaznacza, że nikt formalnie nie kontroluje liczby dyżurów.

– Nikt nikogo nie zmusza do tej pracy, ale też nie powstrzymuje. Ja nigdy nie usłyszałam, że biorę za mało albo za dużo dyżurów, nikt tego nie kontroluje. Niektórzy naprawdę „cisną”, żeby odłożyć pieniądze, ale na dłuższą metę to męczące i wypalające – podkreśla.

I dodaje: – W przychodni, w której pracowałam, lekarze często się zmieniali właśnie z uwagi na to obciążenie.

Sky is the limit

Wynagrodzenie za dyżur różni się w zależności od stażu, specjalizacji, placówki oraz części kraju. Największe różnice widać między dużymi ośrodkami miejskimi a mniejszymi miejscowościami, gdzie brakuje personelu medycznego.

Młoda lekarka POZ wskazuje, że w większym mieście stawki oscylują wokół 110-130 zł za godzinę. W miejscowościach borykających się z deficytem kadrowym oferty przekraczają 180 zł za godzinę. Dodaje, że w ramach jednego dyżuru medyk zajmuje się nie tylko pacjentami w gabinecie, ale też jeździ na wizyty domowe i stwierdza zgony.

Lekarz rodzinny podaje z kolei kwoty na poziomie około 160 zł za godzinę w ambulatorium oraz 150-180 zł w podstawowej opiece zdrowotnej. Na izbie przyjęć w jego okolicy pułap sięga 250 zł za godzinę. 

– Rezydentura to ok. 8 tys. zł na rękę, a przy dużej liczbie dyżurów, powiedzmy 12, można dodatkowo wyciągnąć 24-25 tys. zł brutto – wylicza.

Pytany o maksymalne możliwe zarobki lekarza w trakcie specjalizacji odpowiada: – Sky is the limit.

Gdzie jest mniejsza podaż lekarzy, stawki są wyższe

Lekarz Bartosz Fiałek zwraca uwagę, że wynagrodzenie powinno odzwierciedlać nie tylko lokalizację, lecz także zakres odpowiedzialności ciążącej na medyku. Jego zdaniem system porównuje wyceny za dyżury o skrajnie różnym charakterze, choć wymagania wobec lekarza znacząco się różnią.

– Nie może być tak, że anestezjolog z wieloletnim doświadczeniem dostaje tyle samo co lekarz kilka lat po stażu. To nie jest sprawiedliwe – ocenia specjalista reumatologii w rozmowie z Medonetem. 

– Trudno też, żeby na SOR-ze w Płońsku lekarz zarabiał tyle, ile na SOR-ze w warszawskim szpitalu uniwersyteckim, gdzie trafiają urazy wielonarządowe, zawały, udary, wszystko. Jednocześnie znaczenie ma dostępność specjalistów. Tam, gdzie jest mniejsza podaż lekarzy, stawki są po prostu wyższe – mówi.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

wpis sponsorowany przez NFZ ha ha ah a 16.07.2026 23:40
No to na szczęście się wyjaśniło że lekarze pracowali 72 h w ciągu doby a już myślałem że kradi ha ha aha

teatr dla debili trwa ha ha ah 16.07.2026 22:21
No to na szcęście się wyjaśniło że lekarze pracowali 72 h w ciągu doby a już myślałem że kradli ha ha aha

tak.... 16.07.2026 21:36
A wyzywali mnie od ruskich trolli, za te same uwagi... Patologia to jedno, rzeczywistość "Polski powiatowej" drugie...

A. Żmijewski 16.07.2026 11:46
Trzeba stwierdzić pyr pyr że jak ktoś ma te 160 złotych za godzinę to zasadniczo faktycznie musi pracować po 250-300 godzin miesięcznie by wyżywić swą rodzinę 🤣🤣🤣🤣🤣 pyr pyr pyr

Wert 16.07.2026 08:13
Zwróćmy uwagę na aspekt wypalenia zawodowego, o którym wspomina ta lekarka POZ. Młodzi ludzie wchodzą w zawód z idealistycznym podejściem, a system momentalnie wrzuca ich w tryb maszynki do zarabiania pieniędzy i łatania kadrowych dziur. Brak jasnych regulacji i norm czasu pracy sprawia, że lekarze sami siebie eksploatują do granic możliwości, bo nikt im nie mówi „stop”. To nie jest wyłącznie kwestia chciwości, ale braku instytucjonalnej ochrony personelu przed samozniszczeniem.

Dorota 16.07.2026 00:28
„Idzie się przyzwyczaić” – no super optymizm, szkoda tylko, że organizm w końcu i tak wystawi srogi rachunek za ten chroniczny brak snu.

Summer 15.07.2026 23:59
Bardzo trafna uwaga dr. Fiałka o dysproporcji stawek i odpowiedzialności. To kompletny absurd, że niezwykle trudne przypadki na SOR-ach klinicznych w metropoliach bywają gorzej wyceniane niż rutynowe dyżury w mniejszych szpitalach powiatowych – tylko dlatego, że tam brakuje rąk do pracy. Wolny rynek w medycynie ma swoje ciemne strony. Dopóki pensje etatowe nie zostaną znormalizowane, lekarze będą uciekać w dyżurowy maraton, bo to im się po prostu najbardziej opłaca.

taka prawda 16.07.2026 21:35
Summer 15.07.2026 23:59
Bardzo trafna uwaga dr. Fiałka o dysproporcji stawek i odpowiedzialności. To kompletny absurd, że niezwykle trudne przypadki na SOR-ach klinicznych w metropoliach bywają gorzej wyceniane niż rutynowe dyżury w mniejszych szpitalach powiatowych – tylko dlatego, że tam brakuje rąk do pracy. Wolny rynek w medycynie ma swoje ciemne strony. Dopóki pensje etatowe nie zostaną znormalizowane, lekarze będą uciekać w dyżurowy maraton, bo to im się po prostu najbardziej opłaca.
Popatrz na drugą stronę medalu - "rutynowe dyżury w szpitalach powiatowych" zapewniają ich funkcjonowanie.

va bank 15.07.2026 23:26
I potem człowiek idzie do przychodni, a tam lekarz patrzy na niego czerwonymi oczami i ledwo kojarzy fakty. Strach się bać leczyć w tym kraju.

Andrzej Tumanowicz ha ha ah 15.07.2026 20:54
jakie ponad siły cmentarze są pełne ludzi niezastapionych ah ah aha jak mawiał kaczmarek z sld satanisci lubia dodupy ah aha ha

tyle 16.07.2026 08:46
Nie ma ludzi niezastąpionych.

ANDRZEJ TUMANOWICZ HA HA AH 16.07.2026 19:29
JAK MAWIAŁ BRUNEK Z RUSKIEJ BUDY WYSTARCZY WZIĄĆ KREDYT I ZMIENIĆ PRACĘ HA HA AHA

wniosek 15.07.2026 16:32
Problem leży w chorym systemie wycen i permanentnym braku kadr. Z jednej strony rozumiem młodych lekarzy – wchodzą na rynek z kredytami, chcą się szybko usamodzielnić, a stawki rzędu 250 zł/h na prowincji działają jak magnes. Z drugiej strony, brak jakichkolwiek limitów i kontroli nad czasem pracy medyków kontraktowych to tykająca bomba zegarowa dla pacjentów. Jeśli anestezjolog czy chirurg pracuje 48 godzin bez przerwy, jego czas reakcji drastycznie spada. System łata dziury kosztem bezpieczeństwa nas wszystkich.

Dr Lewatywow 15.07.2026 16:23
Nu kak rebiata rabotajetie ili nie rabotajetie kak nie robotajetie to nie budzietie kuszać panimali ili nie panimali rebiata karwasz wasza Barabasza panimali

24/7 15.07.2026 14:11
500 godzin w miesiącu?! Przecież to fizycznie niemożliwe, żeby po takim maratonie postawić trafną diagnozę i nikogo nie skrzywdzić.

Iza 15.07.2026 13:54
Mnie te informacje wciąż szokują.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Mrówka
Reklama
Reklama
Reklama