Zarzuty postawione przez dyrektor Gryfińskiego Domu Kultury, Monikę Drabik, brzmią poważnie: "bojkot legalnie realizowanego wydarzenia gminnego", "brak zabezpieczenia" oraz "rażące naruszenie zasad komunikacji". Dyrektorka złożyła pismo bezpośrednio do burmistrza Mieczysława Sawaryna, domagając się wszczęcia postępowania wyjaśniającego. Gdy jednak opadną emocje i przyjrzymy się faktom, wyłania się obraz nie tyle "bojkotu", co zachowania procedur przez doświadczonego strażaka – i to w starciu z niedociągnięciami ze strony samego organizatora.
Andrzej Wiśniewski nie zamierza biernie przyglądać się nagonce. Skierował do dyrektor GDK oficjalne wezwanie do przeprosin i sprostowania, w którym skrupulatnie punktuje nieścisłości w jej narracji.
Procedury zamiast emocji – jak było naprawdę?
Z wyjaśnień Andrzeja Wiśniewskiego wynika, że zarzut o arbitralnej odmowie czy zatajeniu informacji jest po prostu nieprawdziwy. Jako pracownik urzędu zachował pełną drogę służbową. Po pierwsze już 17 lipca (dzień przed imprezą) poinformował przełożonego – naczelnika Wydziału Bezpieczeństwa Publicznego – o dużym prawdopodobieństwie braku chętnych druhów do zabezpieczenia imprezy.
Po drugie gdy brak obsady stał się faktem, komunikat trafił bezpośrednio do naczelnika oraz komendanta Straży Miejskiej w Gryfinie. Po trzecie jak sama nazwa wskazuje, Ochotnicza Straż Pożarna opiera się na ochotnikach. Nie można wydać rozkazu strażakowi-ochotnikowi, by w swoim wolnym czasie stawił się na gminnym festynie, jeśli nie ma do tego chętnych.
Co ciekawe, najmocniejszy argument w obronie Wiśniewskiego znajduje się... w dokumentach samej dyrekcji GDK. W oficjalnym Planie Organizacyjnym imprezy, w punkcie dotyczącym zabezpieczenia PPOŻ, organizator jako odpowiedzialnego wskazał komendanta Powiatowego Państwowej Straży Pożarnej w Gryfinie (wskazując numer alarmowy 998), a nie lokalne OSP. Trudno więc zarzucać szefowi gminnego OSP "bojkot", skoro organizator formalnie oparł bezpieczeństwo imprezy na PSP, a w kwestii ochotników nie dołożył należytej staranności, by wcześniej upewnić się, czy druhowie będą w stanie stawić się w Bartkowie.
Czy Wiśniewski ma powody do obaw?
Z naszych informacji wynika, że Monika Drabik do tej pory nie przeprosiła urzędnika. W UMiG gęstnieje atmosfera, a w kuluarach padają pytania: czy Andrzej Wiśniewski może czuć się zagrożony zwolnieniem z pracy?
Jeśli skarga dyrektor GDK miała być jedynie "pretekstem" do uruchomienia procedury rozstania się z wieloletnim pracownikiem, to ten manewr może się obrócić przeciwko wnioskodawcom. Andrzej Wiśniewski wykazał się pełnym profesjonalizmem, trzymał się struktury służbowej i dopełnił obowiązków informacyjnych. Próba zrobienia z niego "kozła ofiarnego" za ewentualne luki organizacyjne po stronie GDK wygląda na dętą sprawę.
Podważanie wiarygodności człowieka z wieloletnim dorobkiem na rzecz ochrony przeciwpożarowej i bezpieczeństwa mieszkańców gminy Gryfino bez twardych dowodów jest nie tylko niesprawiedliwe, ale budzi uzasadniony niesmak. Czas pokaże, czy włodarze gminy podejmą decyzję opartą na chłodnej analizie faktów, czy też sprawdzi się czarny scenariusz o "skargach na zlecenie".


Napisz komentarz
Komentarze