Przejdź do głównych treściPrzejdź do głównego menu
poniedziałek, 7 września 2026 09:36
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Alarm na granicy z Białorusią i pilna akcja śmigłowca: Wojsko ujawnia zaskakujący finał

Sygnał na radarze, alarm na granicy i poderwany śmigłowiec bojowy – niedzielny incydent przy granicy z Białorusią postawił polskie wojsko w stan najwyższej gotowości. Zanim sprawa wyjaśniła się w zaskakujący sposób, w powietrzu wisiało ogromne napięcie.
Alarm na granicy z Białorusią i pilna akcja śmigłowca: Wojsko ujawnia zaskakujący finał
Zdjęcie ilustracyjne

Źródło: Canva

Radary wykryły sygnał od strony Białorusi, więc wojsko wysłało śmigłowiec. Po sprawdzeniu okazało się, że alarm wywołało duże stado ptaków.

Sprawdzanie wskazań systemów radiolokacyjnych

W niedzielę 6 września Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych poinformowało o podejrzeniu naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej przez niezidentyfikowany obiekt nadlatujący z kierunku Białorusi.

Wojsko rozpoczęło sprawdzanie wskazań systemów radiolokacyjnych, a w rejon zdarzenia skierowano wojskowy śmigłowiec. Po zakończeniu weryfikacji okazało się, że zagrożenia nie było.

Dowództwo poinformowało, że wskazania radarów nie były związane z naruszeniem polskiej przestrzeni powietrznej. Ich przyczyną był przelot dużego stada ptaków. Nie odnotowano zagrożenia dla bezpieczeństwa przestrzeni powietrznej RP.

Dlaczego radar może zobaczyć ptaki?

Radary nie „widzą” obiektu tak jak człowiek. Wysyłają fale radiowe i analizują sygnał odbity od tego, co znajduje się w przestrzeni. Duże skupisko ptaków może dać wystarczająco wyraźne echo, żeby wymagało ono sprawdzenia.

Nie oznacza to, że wojsko po prostu „pomyliło ptaki z dronem”. Początkowo systemy zarejestrowały sygnał, którego charakteru nie można było od razu jednoznacznie określić. Dlatego uruchomiono procedury weryfikacyjne i wysłano śmigłowiec.

W obecnej sytuacji bezpieczeństwa takie zgłoszenia są traktowane poważnie. Polska wielokrotnie mierzyła się już z rzeczywistymi lub podejrzewanymi naruszeniami przestrzeni powietrznej.

Nie każdy alarm kończył się tak niewinnie

W ostatnich latach Polska miała też do czynienia z realnymi naruszeniami przestrzeni powietrznej.

15 listopada 2022 r. w Przewodowie w gminie Dołhobyczów spadła rakieta, zabijając dwóch mężczyzn. Późniejsze ustalenia wskazywały, że był to pocisk ukraińskiej obrony przeciwlotniczej S-300 odpalony podczas rosyjskiego ataku na Ukrainę. 

Kolejny głośny przypadek wydarzył się 20 sierpnia 2025 r. w Osinach na Lubelszczyźnie. Na pole spadł i eksplodował rosyjski dron, pozostawiając wyraźne ślady w terenie i uszkadzając szyby w pobliskich budynkach. MON określał zdarzenie jako rosyjską prowokację.

We wrześniu 2025 r. Polska mierzyła się także z serią naruszeń przez rosyjskie bezzałogowce. 10 września do polskiej przestrzeni powietrznej wleciało około 19 dronów, a część z nich została zestrzelona. Wcześniej znajdowano również lekkie, nieuzbrojone bezzałogowce wykonane m.in. z materiałów przypominających styropian.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Grażyna 07.09.2026 09:00
Dobrze, że sprawdzili, a nie zignorowali. Lepiej poderwać śmigłowiec dziesięć razy za dużo niż raz za mało!

klucz gęsi 07.09.2026 08:59
To oni nie wiedzą, ze o tej porze roku lecimy z Syberii na zachód Europy?

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Mrówka
Reklama
Reklama
Reklama