Przejdź do głównych treściPrzejdź do głównego menu
czwartek, 22 października 2026 19:43
Reklama
Reklama
Reklama

Czarna seria na hulajnogach elektrycznych. Drastyczny wzrost wypadków i ostrzeżenie neurochirurga

Rozpędzone do 90 km/h, modyfikowane bez wyobraźni i prowadzone przez dzieci bez kasków – statystyki wypadków z udziałem hulajnóg elektrycznych rosną w zastraszającym tempie. Neurochirurg dr n. med. Łukasz Rakasz ujawnia, z jakimi obrazami trafiają na blok operacyjny poszkodowani i gdzie leży prawdziwe źródło problemu.
Czarna seria na hulajnogach elektrycznych. Drastyczny wzrost wypadków i ostrzeżenie neurochirurga
Kolejne miasta wprowadzają zakazy i ograniczenia prędkości, jednak lekarze nie mają wątpliwości: same przepisy nie uratują nieliczących się z ryzykiem użytkowników.

Autor: Canva

Miały ułatwiać poruszanie się po mieście, coraz częściej prowadzący kończą jednak na SOR-ach. W 7 miesięcy w wypadkach na hulajnogach zginęło aż 11 osób.

Gwałtowny wzrost liczby poważnych zdarzeń

Elektryczna hulajnoga rozpędzona do 60 km/h. Za kierownicą 10-letnie dziecko, bez kasku. Upadek kończy się krwiakiem wewnątrzczaszkowym i pilną operacją neurochirurgiczną. To nie hipotetyczny scenariusz, lecz jeden z przypadków opisanych przez dr. n. med. Łukasza Rakasza, neurochirurga dziecięcego, w rozmowie z Medonetem.

Lekarz nie ma wątpliwości: problem urazów związanych z hulajnogami osiągnął skalę, której nie można już bagatelizować. Zwłaszcza że policyjne statystyki pokazują gwałtowny wzrost liczby poważnych zdarzeń.

11 zabitych. Tyle co przez cały poprzedni rok

Od stycznia do końca lipca 2026 r. policja odnotowała 828 wypadków z udziałem hulajnóg. Zginęło w nich 11 osób, a 745 zostało rannych. To szczególnie niepokojące, ponieważ już po siedmiu miesiącach liczba ofiar śmiertelnych zrównała się z bilansem całego 2025 r.

A tragedii przybywa. 20 października policja poinformowała o śmierci 15-latka, który jadąc hulajnogą, zderzył się z samochodem. Nastolatek miał kask, ale mimo reanimacji nie udało się go uratować.

Kilka dni wcześniej w Radzyniu Podlaskim 17-latek bez kasku wjechał nieoświetloną hulajnogą pod samochód. Według ustaleń policjantów pojazd mógł rozwijać prędkość blisko 90 km/h.

Liczba wypadków rośnie lawinowo

Jeszcze w 2022 r. odnotowano 543 wypadki z elektrycznymi hulajnogami. W 2024 r. było ich 752, a w 2025 r. już 1158.

Jednym z największych problemów jest prędkość. Zgodnie z przepisami hulajnoga elektryczna może poruszać się z maksymalną prędkością 20 km/h. Tymczasem po zdjęciu blokad niektóre pojazdy osiągają 60, 70, a nawet blisko 90 km/h.

Przy takich prędkościach zwykły upadek przestaje być błahym zdarzeniem.

Lekarze mają do czynienia ze złamaniami kości twarzoczaszki, żuchwy i oczodołów, wybitymi zębami oraz rozległymi ranami. Najgroźniejsze są urazy mózgu i krwiaki wewnątrzczaszkowe wymagające pilnych operacji.

Kask potrafi zmienić ciężki uraz w lekki

Dr Rakasz podkreśla, że obowiązek stosowania kasków przez młodych użytkowników przyniósł wymierne efekty. Jak mówi, ciężkie obrażenia częściej stają się dzięki nim średnimi, a średnie – lekkimi. Kask nie daje pełnej ochrony, ale może zdecydować o skali obrażeń.

Problem w tym, że niebezpieczny pojazd może trafić nawet w ręce dziecka, które nie jest w stanie prawidłowo ocenić prędkości, drogi hamowania czy zachowania innych uczestników ruchu.

Miasta mówią hulajnogom „stop”

Samorządy zaczynają reagować. Ograniczenia lub zakazy jazdy pojawiły się m.in. w parkach i centrach Wrześni, Białegostoku, Gniezna, Kutna czy Chojnic. Gdańsk sezonowo ogranicza ruch hulajnóg w historycznym centrum, podobne rozwiązania stosuje Sopot. Nad szerszymi regulacjami pracuje także Warszawa.

Neurochirurg ostrzega jednak, że dokładanie kolejnych zakazów nie rozwiąże problemu, jeżeli przepisy pozostaną tylko na papierze.

– Powinniśmy zacząć od egzekwowania przepisów, które już obowiązują. Wprowadzanie kolejnych regulacji, których nie będziemy w stanie wyegzekwować, daje jedynie poczucie, że prawo można omijać – podkreśla dr Łukasz Rakasz.

I właśnie tutaj może leżeć sedno problemu. Hulajnoga sama w sobie nie musi być niebezpieczna. Niebezpieczna staje się wtedy, gdy jedzie nią dziecko bez odpowiedniego przygotowania, użytkownik ignoruje przepisy albo ktoś usuwa ogranicznik i z miejskiego środka transportu robi pojazd rozwijający prędkość porównywalną z samochodem.

Statystyki pokazują, że nie jest to już marginalny problem. Coraz częściej jego finałem nie jest mandat czy połamana hulajnoga, lecz karetka, sala operacyjna albo śmierć.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Matylda 22.10.2026 19:08
Bardzo trafny punkt dr. Rakasza w kwestii egzekwowania prawa. Co z tego, że mamy ograniczenie do 20 km/h i nakazy jazdy w kasku dla nieletnich, skoro nikt tego nie pilnuje? Tworzenie kolejnych stref zakazu tylko komplikuje życie uczciwym użytkownikom, a piraci na hulajnogach i tak mają te znaki głęboko w nosie.

pytanie 22.10.2026 18:39
Kiedy ludzie wreszcie zrozumieją, że hulajnoga to pojazd, a nie zabawka do szpanowania?!

b o głupota nie boli 22.10.2026 18:39
90 km/h na małych kółeczkach bez kasku? To już nie lekkomyślność, to proszenie się o tragedię.

uważam, że 22.10.2026 18:31
Problem nie leży w samym sprzęcie, tylko w braku wyobraźni i zerowej kontroli. Jeśli pojazd z mocą pozwalającą jechać 90 km/h trafia w ręce 10-latka, to winni są przede wszystkim rodzice i osoby zdejmujące blokady. Żadne nowe przepisy nic nie zmienią, dopóki Policja nie zacznie realnie weryfikować na ulicach, kto i czym jeździ.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Mrówka
Reklama
Reklama
Reklama